Poniżej zamieszczamy kazanie pasyjne wygłoszone przez ks. dra hab. Tadeusza Gacię – wykładowcę Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach, wygłoszone podczas nabożeństwa Gorzkich żali w kościele Trójcy Świętej w niedzielę 15.03.2026 r. Informacje o kolejnych kazaniach pasyjnych można znaleźć TUTAJ.
W szeregu przyjaciół Krzyża, z którymi w tym kościele, w tym roku adorujemy męką Pańską – obok wielkich świętych uczonych jak Teresa Benedykta (w świecie Edyta Stein), o której słyszeliśmy tydzień temu, jak Jan od Krzyża, o którym będziemy słuchać za dwa tygodnie, obok znanych postaci jak Franciszek z Asyżu, o którym mówiliśmy przed dwoma tygodniami, jak o. Pio z Pietrelciny, o którym usłyszymy za tydzień – znajduje się jeszcze jedna postać – zupełnie nieznana. Nikt prawie o niej słyszał, ale bez niej nie mielibyśmy dwóch najpiękniejszych hymnów pasyjnych: Vexilla Regis i Crux fidelis. Jej życie – ukryte w klasztorze i w mrokach historii – zostało doskonale wyrażone zdaniem jej biografa – Hildeberta z Lawardin: non sibi, sed regno vixit – żyła nie dla siebie, ale dla królestwa[1].
Posłuchajmy, co pisał o niej współczesny jej Wenancjusz Fortunat, rzymski poeta, tworzący w państwie Franków, z nią zaprzyjaźniony, od 565 roku mieszkający przy jej klasztorze:
Królewski twój rodowód, można Radegundo,
lecz musisz zdobyć niebieskie królestwo.
Ty, światem tym wzgardziwszy, zyskałaś Chrystusa,
w celi ukryta patrzysz ponad gwiazdy.
Depczesz zgubne uciechy królestwa ziemskiego,
aby ucieszyć niebieskiego Króla.
Wąskiej trzymasz się ścieżki, aby wejść do nieba,
łzy rozsiewając, będziesz żąć radości.
Ciało swoje poskramiasz, duszę postem karmisz.
Witaj, ty, którą Pan tak bardzo kocha[2].
Radegunda, urodziła się w Turyngii około 518-520 r. jako córka króla Bertara. Podczas inwazji na Turyngię król Franków, Chlotar, wziął do niewoli Radegundę i pozostałego jeszcze jej młodziutkiego brata. Był to w roku 531. Według relacji Grzegorza z Tours zniszczeniu Turyngii towarzyszyła rzeź tak potworna, iż Frankowie przechodzili na drugi brzeg rzeki Unstruty po trupach niczym po moście.
Radegunda jako branka wojenna otrzymała dobre wychowanie i wykształcenie w literaturze. W 538 roku, czyli siedem lat po uprowadzeniu, pomimo jej oporów Chlotar ją poślubił. Małżeństwo nie przeszkodziło jednak Radegundzie w intensywnym życiu ascetycznym i w podejmowaniu posług dobroczynnych. Krytycznym i przełomowym momentem stało się zabicie z rozkazu Chlotara brata Radegundy. Po tym zdarzeniu Radegunda postanowiła opuścić męża i udała się do biskupa Medarda w Noyon, prosząc, aby po nałożeniu przez nią habitu konsekrował ją na diakonisę. Medard nie mógł się na to zgodzić wobec formalnego pozostawania Radegundy w związku małżeńskim z Chlotarem. Radegunda pokonała jednak opór i lęk biskupa, który w końcu uległ i ją konsekrował. Należy zapewne sądzić, że chodziło tu tylko o takie błogosławieństwo, jakiego biskup stale udzielał wdowom, którym tylko przypisywano starożytne określenie „diakonisa”. Radegunda w tamtym momencie nie związała się z żadnym klasztorem i z żadną regułą, lecz miała służyć Bogu, pełniąc dzieła miłosierdzia. Tak rozpoczął się nowy etap jej życia. Zewnętrznym wyrazem tego był akt złożenia przez nią szat na ołtarzu oraz ofiarowanie na rzecz okolicznych sanktuariów lub przeznaczenie na potrzeby ubogich drogocennych ozdób i klejnotów. Następnie odbyła pielgrzymkę do grobu św. Marcina w Tours, gdzie w jego bazylice pozostawiła również dotychczasowe bogate stroje. W podarowanym jej przez króla miasteczku Sais, leżącym w okręgu Poitiers, organizowała przytułek z łaźnią dla ubogich, jadłodajnię i rozdawanie ubrań.
Jej biograf opowiada: „A z jakąż czułością wykonywała taką oto przyprawiającą o drżenie czynność! Gdy trędowaci dawali znak, że przychodzą, nakazywała służącej, aby starannie wywiedziała się, skąd są i ilu ich jest. Gdy ta kiedyś się wymówiła, ona sama przygotowała stół, wazy, łyżki, noże, koszyczki, napój i kubki oraz wpuściła ich po kryjomu tam, dokąd nikt nie mógł się dostać. Obejmowała i ściskała kobiety pokryte różnymi plamami trądu i całowała w twarz, miłując z całego serca. Potem nakryła stół, przyniosła ciepłą wodę, myła ich twarze, ręce, paznokcie i rany, i znów usługiwała, karmiąc ich po kolei. Gdy odchodzili, dawała im złote podarunki i ubranie, mając zaledwie jednego świadka swej szczodrości. Służąca jednak, przymilając się jej, usiłowała tak się do niej odezwać: «Świątobliwa pani, któż cię pocałuje, jeśli tak obejmujesz trędowatych? » Ona odpowiedziała życzliwie: ««Doprawdy, jeśli ty mnie nie pocałujesz, to żadne stąd dla mnie zmartwienie».”[3]
A oto inna relacja: „Całe jej życie mówiło świętości. Cała pachniała Chrystusem. Nigdy nie uczyniła żadnej wzmianki o swym wysokim urodzeniu, o sławnym małżeństwie. Jeśli chodzi o uściski króla, bolała, że musiała ich raczej doznać niż być od nich wolną; nawet wzięta do niewoli [przez króla] , nie znalazła się niewoli uścisków. Doświadczywszy ich, uszczerbek poniesiony na wstydliwości wypełniła pierwszym miejscem w zasługach”[4].
Chlotar próbował w tym czasie przybyć do niej i odnowić z nią więź małżeńską, Radegunda zdecydowała się jednak znaleźć sobie miejsce bardziej oddalone. Wybrała Poitiers, czyli rzymskie Pictavium – miasto, które cieszyło się sławą świętości biskupa Hilarego, i tu zamieszkała w założonym specjalnie klasztorze. Było to między 552 a 557 r. Na początku klasztor w Poitiers nosił tytuł Świętej Maryi. Radegunda nadała mu na zasadzie darowizny wszystkie majątki, w które wyposażył ją Chlotar, a przełożoną wspólnoty ustanowiła swoją dawną wychowankę Agnieszkę.
Klasztorne życie Radegundy było wypełnione umartwieniem i różnoraką ascezą, praktykowaną zwłaszcza w okresie wielkiego postu, kiedy to zamykał się w celi na czterdzieści dni.
A oto Wenancjusz Fortunat i oddający atmosferę tych lat wiersz: Do pani Radegundy o przesłanych kwiatach:
Można królowo, złoto, purpura to marność,
ja w hołdzie tobie niosę małe kwiaty.
I choć to tylko zioła, ich kolor królewski –
purpura fiołków i krokusów złoto.
W Bożą miłość bogata unikasz przepychu,
gardzisz majątkiem, by inny skarb posiąść.
Weź posłane ci w darze rozmaite kwiaty,
życie szczęśliwe ku nim cię pociąga.
Ty się teraz umartwiasz, by żyć w przyszłym blasku,
swój wzrok utkwiłaś w kraj, co cię posiądzie (…)[5].
Najważniejszym wydarzeniem w historii klasztoru w Poitiers było sprowadzenie do niego w 569 r. relikwii Krzyża świętego z Konstantynopola. Radegunda wydelegowała w tej sprawie specjalne poselstwo do cesarza Justyna II i cesarzowej Zofii, nie bez poparcia króla Sigiberta (swego pasierba, króla Austrazji), którego musiała przekonać, że posiadanie tego rodzaju relikwii przyniesie bezpieczeństwo i stabilność królestwa. Cesarz przesłał Radegundzie kawałek drzewa Krzyża ozdobionego złotem i drogimi kamieniami oraz dużą liczbę znajdujących się na Wschodzie relikwii różnych świętych i oprawiony w złoto ewangeliarz.
Cofnijmy się więc myślą do roku 569. Wyobraźmy sobie ten moment: zaranie wieków średnich, świt nowej cywilizacji wyrastającej na gruzach antyku. To właśnie wtedy, z dalekiego Konstantynopola, dzięki staraniom tej niezwykłej niewiasty, przybywa do Galii relikwia najświętsza – cząstka Drzewa, na którym zawisło Zbawienie świata. Podczas gdy świat zewnętrzny pogrążał się w chaosie po upadku starego porządku, w murach klasztoru w Poitiers Radegunda przygotowywała miejsce dla najświętszej Relikwii. Ale przygotowała coś więcej: dała nam nieprzemijający język poezji, którym do dziś rozmawiamy z Bogiem. Na okoliczność sprowadzenia wspomnianych relikwii Krzyża zostały skomponowane przez Wenancjusza Fortunata, największego poetę VI wieku, jego najbardziej znane utwory. Są to hymny Crux fidelis (jest to właściwie fragment hymnu Pange, lingua gloriosi praelium certaminis) (Carm. II 2) i hymn Vexilla regis prodenut (Carm. II 6).
Proporce Króla idą w przód,
misterium krzyża blaskiem lśni,
oto Stworzyciel ludzkich ciał
zawisł na belce ciałem swym.
Mięśnie rozpiętych rąk i stop
przybił do krzyża ostry gwóźdź;
On tu ofiarę złożył sam
dla odkupienia naszych win.
To tutaj zadał ranę Mu
okrutnej włóczni srogi grot,
by zaś nas z grzechu obmyć mógł,
na krzyżu wylał wodę z krwią.
Tak się proroczy spełnił psalm,
co kiedyś śpiewał Dawid sam,
mówiąc do wszystkich świata stron,
iż zakrólował z drzewa Bóg.
O strojne drzewo, blaskiem lśnisz,
Król swą purpurą zdobi cię,
wybrane z przezacnego pnia,
dotykasz świętych członków tu.
Szczęśliwe, bo w ramionach tych
wisi zapłata za ten świat,
szalami wagi stajesz się
by Tartarowi zabrać łup.
[O krzyżu, witaj w męki czas,
ty, co nadzieją jesteś sam,
sprawiedliwości przymnóż nam,
grzesznym darować winy racz.][6]
W Vexilla Regis (polska parafraza to pieśń Króla wznoszą się znamiona) słyszymy miarowy, jambiczny krok: Vexilla Regis prodeunt… Rytm jest krótki, dynamiczny – osiem zgłosek w każdym wersie – to rytm „podnoszący” słuchacza. W starożytności był kojarzony z żywym słowem, a tu imituje pewność wiary. To jest marsz – rytm wojskowy, niemal bitewny, w którym słowa idą naprzód jak oddziały pod sztandarem Króla. To pochód Zwycięzcy, który na Krzyżu odnosi triumf nad śmiercią. Radegunda, córka królewska, rozumiała ten majestat – wiedziała, że pod Krzyżem się nie tylko płacze, ale pod Krzyżem się zwycięża. Kluczowa metafora tego hymnu to Krzyż jako królewski sztandar i tron, z którego Bóg zakrólował „z drzewa” (regnavit a ligno).
Obok tego marszu mamy Crux fidelis. Tu rytm się zmienia. Staje się trocheiczny, ciężki, powolny i monumentalny. To jest już głęboki oddech historii. Te długie, piętnastozgłoskowe linie falują jak ocean czasu. Jest to rytm kontemplacji, który każe nam się zatrzymać, pochylić nad „drzewem wiernym”, jedynym szlachetnym wśród lasów. Ten hymn nie pędzi, lecz trwa. Kluczowa metafora to Krzyż jako arbor una nobilis – drzewo, które naprawia błąd drzewa rajskiego. To słodkie drzewo – dulce lignum, które staje się lekarstwem.
Krzyżu wierny i szlachetny, jedno spośród wszystkich drzew,
w żadnym lesie nie wyrosły takie liście, owoc, kwiat,
słodkie drzewo, słodkie gwoździe, słodki ciężar nosić chcesz.
Schyl konary, drzewo wzniosłe, członkom spiętym ulżyć racz,
niechaj zmięknie twardość owa, którą kiedyś dał ci rod,
ciało Króla niebieskiego po mięciutkim spuśćże pniu.
Tyś jedyne było godne nosić okup ziemi tej
i jak żeglarz do przystani ten rozbity przywieźć świat,
ciebie święta krew obmyła, z Barankowych płynąc ran[7].
Kiedy ten hymn czytamy w języku oryginalnym, bez trudu da się odkryć szczególny ekspresywny efekt. Można odnieść wrażenie, że poecie chodziło o naśladowanie powiewu wiatru, który kołysze cicho gałązkami drzewa, jakby śpiewając kołysankę dla Ukrzyżowanego. Drugi efekt polega na częstości użycia głosek l oraz s; głoska l występuje głównie w sylabach li, le, la, co tworzy efekt kołysanki. Zresztą, w części hymnu Crux fidelis pojawia się obraz będący reminiscencją Matki pielęgnującej Niemowlę i sylaby lu, li, które w tej scenie teraz wracają. Kołysanki tej ne nuci już Matka, ale podmiot liryczny, czyli nucimy my, stojący przed krzyżem Chrystusa. Z kolei powtarzanie głoski s daje efekt uspokojenia, ciszy i snu. Jezus zasnął i śpi na krzyżu snem śmierci. Wyjątkowe piękno tego hymnu….
Dodajmy, że polskie XVI-wieczne tłumaczenie Crux fidelis, znane nam przecież doskonale, przechodzi w długą parafrazę. Liczba dalszych zwrotek, dodanych do ścisłego przekładu, to wyraz pobożności pasyjnej polskiego baroku. Co powiedzieć o niezwykłej, pasyjnej mistyce, której wyrazem jest zwrotka, w której pojawia się obraz Baranka wielkanocnego, upieczonego na słońcu?
Nędzne by to serce było, które by nie zapłakało,
Widząc Stworzyciela swego, na krzyżu zawieszonego,
Na słońcu upieczonego Baranka Wielkanocnego.
Pomimo tylu stuleci, które minęły od tamtych czasów – dokładnie 1457 lat od sprowadzenia relikwii Krzyża do klasztoru w Poitiers – Radegunda z Turyngii pozostaje jedną z najbardziej fascynujących postaci wśród kobiet tamtej epoki. Radegunda wprowadza nas w piękno średniowiecza. Jak napisał o niej biograf Hildebert z Lawardin – non sibi, sed regno vixit (nie dla siebie żyła, ale dla królestwa) Królowa, która zrzuciła purpurę, by przywdziać habit pokory; branka wojenna, która w murach klasztoru w Poitiers odnalazła swoją prawdziwą ojczyznę. Ale nade wszystko – piewczyni Krzyża. Spójrzmy na tę niezwykłą trwałość! Po piętnastu wiekach, wciąż śpiewamy te same słowa. W świecie, który zapomina, co powiedział wczoraj, my trzymamy się strof, które pamiętają świt średniowiecza. Przy dzisiejszej marności i ulotności słowa, strofy dwóch hymnów trwają niewzruszone. Radegunda ze swą pobożnością pasyjną była inspiracją, z której Wenancjusz Fortunat wydobył najpiękniejsze hymny chrześcijaństwa. Bez jej pasji, bez jej królewskiego i mniszego uporu, nasza liturgia byłaby o te hymny uboższa. To jest siła Tradycji – ciągłość, której nie złamały wojny, upadki imperiów ani zmiany języków.
Radegunda z Turyngii przypomina nam dzisiaj, że piękno liturgii nie jest dekoracją. Kiedy śpiewamy hymny Fortunata, stajemy ramię w ramię z królami, mniszkami, świętymi i prostym ludem wszystkich wieków. Ave Crux! Krzyżu, bądź pozdrowiony słowami wyrosłymi z duszy Radegundy, która „żyła nie dla siebie, ale dla królestwa”.
[1] Hildeber z Lavardin, Żywot świętej Radegundy, królowej, II 7 [=Hildebertus, Vita sanctae Radegundis reginae, PL 151,967-988]; zob. Radegunda z Turyngii. Teksty źródłowe od VI do XII wieku. Tłumaczenie z języka łacińskiego, wstęp i objaśnienia ks. Tadeusz Gacia, Włoszczowa (Wyd. Kontur) 2015.
[2] Wenancjusz Fortunat: Poezje. Wybór. Przekład, wstęp i objaśnienia: ks. Tadeusz Gacia, Lublin 2018, s. 164-165.
[3] Wenancjusz Fortunat, Żywot świętej Radegundy, 19 [= De vita sanctae Radegundis liber primus, Monumenta Germaniae Historica, Script. Rer. Merov., 2, s. 364-377.]; zob. Radegunda z Turyngii, dz. cyt.
[4] Hildebert z Lavardin, Żywot świętej Radegundy, królowej, IV 39 [=Hildebertus, Vita sanctae Radegundis reginae, PL 151,967-988], zob. Radegunda z Turyngi, dz. cyt.
[5] Wenancjusz Fortunat: Poezje, dz. cyt., s. 166-169.
[6] Wenancjusz Fortunat: Poezje. Wybór, dz. cyt., s. 50-52.
[7] Wenancjusz Fortunat: Poezje. Wybór Przekład, wstęp i objaśnienia: ks. Tadeusz Gacia, Lublin 2018, s. 47-49.
ks. dr hab. Tadeusz Gacia – wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach



