Lekarka alumnów i księży – wspomnienie…

Helena Przedrzymirska Malinowska – lekarka alumnów i księży

W dziesiątą rocznicę śmierci

             Kilkanaście dni temu minęła dziesiąta rocznica śmierci śp. dr Heleny Przedrzymirskiej-Malinowskiej, niezwykłej osoby, przez 30 lat związanej z naszym Seminarium.

            Urodziła się 17 października 1915 r. w Moskwie jako córka leśnika Juliusza Przedrzymirskiego h. Łuk i Stanisławy z Krażowskich h. Świeńczyc. Najstarsze wspomnienie Heleny, utrwalone na zawsze w jej pamięci, było jakby dosłownie wzięte ze stronic Pożogi Zofii Kossak-Szczuckiej. To wspomnienie małego dziecka było czymś straszliwie przerażającym. Ojciec wraz ze służbą broni domu, i ginie z rąk czerwonoarmistów. Obok leży ukochany pies myśliwski Dżama, któremu Kozacy odrąbują głowę i wrzucają ją do dworskiej sadzawki,  „bo był to pański pies”. Opowiadała o tym w styczniu 1997 r. w czasie spotkania kolędowego z jednym z roczników alumnów.

W dramatycznym roku 1918 matka z trzyletnią Helenką ucieka z Polesia i chroni się w majątku Wincentego i Heleny Krażowskich w Krażowie na terenie Inflant. Tu, już w czasach łotewskich, Helena chodzi do polskiego gimnazjum, liceum kończy zaś w Dyneburgu. Następnie rozpoczyna studia medyczne na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie i tu poznaje przyszłego męża, Adolfa Czesława Malinowskiego. W 1943 r. w Konwaliszkach rodzi się jedyny syn Malinowskich – Bohdan. Pod koniec wojny, w kolejnych dramatycznych okolicznościach, państwo Malinowscy z dwuletnim dzieckiem zostają wypędzeni z Wileńszczyny, nie godząc się na przyjęcie obywatelstwa litewskiego. Po kilku tygodniach trudnej podróży przybywają do Warszawy, gdzie mąż Heleny podejmuje pracę w PCK. Co dzień przedziera się po gruzowiskach do ciężko rannych i chorych. Helena Malinowska w 1947 r. otrzymuje dyplom na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Łódzkiego i rozpoczyna pracę w III Klinice  Chirurgicznej. W 1949 r., ze względu na pochodzenie ziemiańskie, zostaje wciągnięta na „listę lekarzy przekraczających normę ilościową w miejscowości Warszawa” i otrzymuje nakaz opuszczenia miasta.

W 1950 r. Malinowscy zamieszkują w Kielcach, gdzie lekarka podejmuje pracę w Szpitalu Dziecięcym. Jest tu starszym asystentem, a potem zastępca ordynatora. Jako chirurg dziecięcy jest zawsze gotowa do pracy. Stoi długie godziny przy stole operacyjnym, prowadzi konsultacje, opatruje oparzenia. W 1963 r. zdobywa stopień doktora nauk medycznych. W kaplicy szpitalika przy ul. Langiewicza dostrzega ją na codziennej Mszy św. ks. rektor Stanisław Włudyga i prosi, aby przychodziła do Seminarium leczyć alumów (którzy w czasach PRL nie mieli ubezpieczeń społecznych). Przez więcej niż 30 lat, raz lub dwa razy w tygodniu, dr Malinowska przychodzi więc do Seminarium i przyjmuje w gabinecie  w pokoju nr 2 na parterze. Jej służba alumnom przeciąga się na czas, kiedy zostają księżmi i nadal, nie mając ubezpieczenia, korzystają z jej lekarskiej pomocy. Może o tym zaświadczyć około 30 roczników księży święconych przed 1990 r.

Dr Przedrzymirska-Malinowska sama tak wspominała tamte lata: „Ks. wicerektor Mieczysław Jaworski zawsze pytał o chorych alumnów. Pewnego razu jeden z nich dłuższy czas był chory na ropowice. Wicerektor martwił się o jego egzamin. Prosił, bym się wstawiła za nim do rektora. Gdy wychodziłam z Seminarium, na dole spotkałam ks. rektora Włudygę, który zapytał, jak się chory czuje, a pamiętając o prośbie ks. Jaworskiego powiedziałam: – Na razie nie jest w stanie zdawać egzaminów, ale myślę, że je złoży i przejdzie na następny rok. Na co rektor odrzekł flegmatycznie: – Ale on nic nie umie. Potem dowiedziałam się, że chory przeszedł na następny rok”[1].

            Po przejściu na emeryturę Helena nie rozstaje się z zawodem. Praca na pół etatu w Poradni Dziecięcej przy ul. Mickiewicza szybko staje się pracą na pełny etat. Drzwi gabinetu nie zamykają się. Zdarza  się, że dziennie przyjmuje stu małych pacjentów. Według relacji pielęgniarek nieraz ofiarowała pieniądze, by niezamożna matka mogła wykupić leki dla dziecka.  Do jej poradni przy u. Mickiewicza przychodzą także alumni, a ona przed ich wizytą uprzedza kolegów lekarzy, że przyjedzie właśnie jej wnuk. („A ileż tych wnuków ma Malinowska?”).

            Na początku lat 90-tych w porozumieniu z dyrektorem Caritas w budynku przy Panny Marii powołuje poradnię. Na potrzeby tej placówki ofiaruje swój prywatny sprzęt medyczny, kupuje bandaże, opatrunki i leki. Na poradnię zajmuje mały pokoik z parawanem. Przed drzwiami stoją głównie bezdomni z owrzodzonymi i ropiejącymi ranami zwłaszcza stóp, okręconymi w szmaty i w gazety – opowiada dr Zofia Kulińska, kolejna  – po dr Malinowskiej – lekarka seminaryjna. Zdarzało się, że pomagałyśmy jej, jednak przeważnie ona sama opatrywała stopy, czyściła owrzodzenia, bandażowała. Taką ją zapamiętałam – pochyloną z troską nad tymi ranami, pragnącą ulżyć cierpiącym. W tej postawie była bliska Matce Teresie. Całkowicie społecznej pracy w poradni dr Helena Malinowska poświęciła siedem lat życia. Za zasługi dla Kościoła została odznaczona medalem „Pro Ecclesia et Pontifice”.

            Jeszcze wcześniej, w 1983 r. umiera syn Bohdan, a w 1988 r. mąż Heleny, Adolf, lekarz okrętowy. Dr Przedrzymirska-Malinowska wspomina: „Na pogrzebie był ks. Rektor Stanisław Czerwik, byli alumni i siostry służki z Seminarium, które mi w tym dniu bardzo pomogły. W swojej dobroci ks. bp Mieczysław Jaworski przewodniczył Mszy św. i miał przemówienie. Nie odtworzę tego, co mówił, choć pamiętam, że przedstawił cały życiorys śp. mego męża, którego chowałam w Kielcach, daleko od jego i moich rodzinnych stron. Ale pamiętam pierwsze słowa homilii ks. biskupa: „Uczestniczymy w pogrzebie śp. Adolfa. Urodził się w Kownie, tam, gdzie Niemen kieruje swe wody ku morzu, czyli ku wolności…”[2].

            Dr Helena Malinowska nigdy nie dbała o dobra materialne i zaszczyty. Żyła więcej niż skromnie. Obszerne mieszkanie przy ul. Żeromskiego 17 zamieniła na mniejsze przy ul. Chęcińskiej. Jej największą radością było to, że naprzeciwko jej okna, po drugiej stronie ulicy stał wielki krzyż. Stamtąd codziennie przychodziła pieszo na Mszę św. do kościoła seminaryjnego; szła o kulach, którymi musiała się przez wiele lat posługiwać, odkąd w Warszawie na dworcu centralnym spadła z peronu. Od czasu wypadku  każdy krok był dla niej cięższy. Jednak promieniowała wewnętrzną siłą. Była człowiekiem głębokiej wiary – podkreślali jej bliscy i przyjaciele.

            U schyłku życia, kiedy brakowało jej już sił, na własną prośbę została umieszczona w Domu Pomocy im. Florentyny Malskiej. Przy jej łóżku wciąż ktoś był, ale kiedy nadchodziła pora nabożeństwa, przerywała wizytę i wychodziła na modlitwę. Do końca przychodzili  do niej z sakramentami księża starsi i młodsi, odwiedzały ją siostry nazaretanki i siostry benedyktynki z klasztoru na Świętej Katarzynie, znajomi i koleżanki – mówiła dyrektor Domu Malskich.

            Helena Przedrzymirska-Malinowska zmarła 28 grudnia 2007 r. w wieku 92 lat. Została pochowana obok męża na Cmentarzu Starym w Kielcach. Była niecodziennym człowiekiem – mówi siostra jej synowej, która opiekowała się nią do końca życia.

          Dr Helenie Przedrzymirskiej-Malinowskiej Wyższe Seminarium Duchowne zawdzięcza bardzo wiele – trzydzieści lat całkowicie bezinteresownej, ofiarnej służby. Wrosła w jego krajobraz i zapisała się w naszej pamięci. Była kimś, bez kogo nam, świadkom jej życia, trudno jest sobie wyobrazić historię Seminarium.

 ks. dr hab. Tadeusz Gacia, prof. KUL

 

[1] H. Przedrzymirska-Malinowska, Kilka świadectw dobroci, w: Powołanie i służba. Księga pamiątkowa ku czci Księdza Biskupa Mieczysława Jaworskiego w 70 rocznicę urodzin, red. ks. K. Gurda, ks. T. Gacia, Kielce 2000, s. 55.

[2] Tamże.

Podziel się na:
  • Print
  • Facebook
  • email
  • PDF
Lekarka alumnów i księży – wspomnienie… Reviewed by on . Helena Przedrzymirska Malinowska – lekarka alumnów i księży W dziesiątą rocznicę śmierci             Helena Przedrzymirska Malinowska – lekarka alumnów i księży W dziesiątą rocznicę śmierci             Rating: 0
scroll to top